Praktyki w Muzeum Auschwitz - dzień 2

Dzień drugi... , który śmiało można określić mianem "dnia cudów".

 Od Pana Piotra:

Dzień 2 - w Muzeum Auschwitz Dzień

Wczesnym rankiem, bo już przed siódmą w profesjonalnych ubraniach stawiliśmy się na śniadaniu.
Niemal cały wspólny posiłek upłynął nam na domysłach i dywagacjach,
czy damy radę, czy sprostamy zadaniom, które miano nam powierzyć?

Punktualnie o ósmej, w towarzystwie naszego "anioła" Pani Kasi Marcak- szefowej wolontariatu,
udaliśmy się na spotkanie z gronem wspaniałych ludzi, pracowników muzeum.
Na spotkaniu powitał nas Pan Andrzej Kacorzyk- zastępca dyrektora muzeum,
osoby związane z grupą remontowo-budowlaną, przedstawiciele działu prawnego muzeum,
przedstawiciele biura prasowego muzeum oraz Panowie stolarze (Stanisław i Tomasz) z muzealnej stolarni,
w której mieliśmy pracować.

Obładowani sprzętem, pełni werwy i niepewności udaliśmy się do stolarni.
Takiego przyjęcia się nie spodziewał chyba nikt!!!
Cały sprzęt, wszelkie materiały oraz wiedza i umiejętności naszych opiekunów
były dobrami, z których mogliśmy korzystać do woli!
Dla nas- zawodowców to bezcenne doświadczenie!
Dziesiątki eksponatów poddawanych obecnie renowacji, sprzęt z najwyższej półki... zaufanie,
którym nas obdarzyli pracownicy Muzeum jest bezprecedensowe!!!

Pracowaliśmy przy dwóch zadaniach.
Była to renowacja zabytkowej szafy, którą zajął się Mateusz Rochowicz, Jacek Bojda i Piotr Gozdek.
Drugim z zadań było przygotowanie elementów ławek zewnętrznych.
Można pomyśleć- ławka jak ławka- też mi coś... nie zupełnie.
Nasze dzieła, które wykonujemy od podstaw zostaną umiejscowione w Alei Brzóz,
drodze wewnętrznej obozu, która mieści się tuż za Blokiem 11- Blokiem Śmierci i Ścianą Straceń.
Na jednej z tych ławek odpoczywał Jan Paweł 2. podczas swojej wizyty w Oświęcimiu.

Zajmujemy się czymś, co istnieje od początku obozu...
dodaje nam to werwy i energii, którą podobno aż widać!!!
Efekt będzie widoczny już niebawem.
Ławek jest aż 11! Ale co to dla nas!?
Każdy z nas przeżywa pobyt tu w swoisty sposób.
Tego nie można opisać, to trzeba przeżyć...
są chwile, kiedy każdy z nas musi na kilka chwil musi pobyć sam na sam z tym,
co się tu dzieje... tutaj rozumie to każdy.
Doniosłość tej sytuacji, naszej pracy i przewidywany efekt sprawiają,
ze praca "dzieje się sama".
Działamy jak jeden wielki organizm, jak najlepsza z maszyn.
Każdy rozumie w jakim celu tu przybył i co chcemy osiągnąć.

Jutro (dzień 3) bardzo aktywny dzień, pełen emocji, pełen dobrych chwil.
Ale o tym opowiemy jutro.

Pozdrawiamy Was i pamiętajcie - człowiek jest tak wielki,
jak wielkie są jego dzieła.
Zaczynamy od małych kroków, ale w takim miejscu
nawet zwykle powiedzenie "dzień dobry" lub wymieniony z nieznajomym człowiekiem uśmiech świadczy,
że potrafimy stanąć ponad wszystkim i dać świadectwo bycia człowiekiem...
człowiekiem w miejscu, gdzie nie tak dawno człowieczeństwo znaczyło tyle,
co zwiędły liść.
Gdzie człowiek był bezimiennym numerem,
bez godności, praw i z nikłą szansą na przeżycie.
My poznajemy te prawdy tutaj i to zmienia nas bardzo mocno...

Piotr Kondratowicz