Praktyki w Muzeum Auschwitz - dzień 3

Czy byliście kiedyś w miejscu, w którym było przez ostatnie 70 lat zaledwie kilkaset osób?

Dzień trzeci… w Muzeum Auschwitz

Czy byliście kiedyś w miejscu, w którym było przez ostatnie 70 lat zaledwie kilkaset osób?
Czy mieliście kiedykolwiek możliwość dotknięcia przedmiotu,
który od zakończenia wojny dotykała zaledwie garstka osób?
Zapytam też, chociaż odpowiedź znam,
czy byliście kiedyś w miejscu, do którego wejść można
tylko za zgodą najwyższych władz państwowych?
Jednak najważniejsze pytanie jest takie:
czy byliście kiedyś świadkami znalezienia skarbu-
prawdziwego skarbu i mieliście możliwość dotknięcia go tuż po odnalezieniu?!

Jesteśmy przekonani, że większość z Was odpowie na te pytania przecząc… no właśnie!
A nam, będącym tu w Oświęcimiu, na terenie Państwowego Muzeum,
to wszystko się dziś przytrafiło… Jednak od początku.

Dzień zapowiadał się „zwyczajnie”, zwyczajnie na tyle,
na ile może być on zwyczajny w największym Muzeum martyrologicznym na świecie.
Sama droga do miejsca, gdzie spożywamy posiłki wiedzie przez cały były Obóz.
Czy wiecie, że co najmniej kilkukrotnie w ciągu dnia przechodzimy
przez bramę z napisem „ARBEIT MACHT FREI”?
Zawsze, każdorazowo mamy dziwne wrażenie,
że mamy ogromne szczęście móc wybrać, w którą stronę idziemy.
Dziwne to odczucie ze względu, że dla większości byłych więźniów
droga przez Bramę Śmierci do obozu była jednoznaczna z wyrokiem śmierci…
Wchodzili przez bramę, a obóz opuszczali
poprzez kominy krematorium… przeżycie ekstremalne.

Po śniadaniu, udaliśmy się do pracy, gdzie w bardzo szybkim tempie
udało się nam dokończyć zaplanowaną porcję pracy
i zupełnie spontanicznie zaproponowano nam wyjątkową wycieczkę…
Dostaliśmy możliwość zwiedzenia części Muzeum w Brzezince,
do której możliwość wejścia posiada bardzo niewielka garstka osób.
Nie są to jednak osoby przypadkowe…
najwyższej klasy specjaliści z zakresu renowacji, konserwacji,
budownictwa, archeologii, naukowcy.
Jeżeli zechcecie poszukać, to na terenie Muzeum w Brzezince
znajdziecie dwie, bardzo nietypowe budowle.
Ogromne stalowo-szare namioty, które zbudowano nad byłymi barakami więźniarskimi:
„Barakiem szpitalnym” i „Barakiem Śmierci”.

Stan tych budynków był na tyle opłakany,
że postanowiono poddać je gruntownej renowacji.
Łączy się tu ściany, konserwuje tynki, wymienia zniszczone elementy stolarki,
trwają badania archeologiczne i naukowo- historyczne,
a wszystko to pod osłoną ogromnych namiotów, z dala od spojrzeń postronnych ludzi.

My dziś byliśmy w centrum tych wydarzeń!
Rozmawialiśmy z najwyższej klasy archeologami, konserwatorami,
specjalistami od zachowania dóbr historycznych.
Każdy otrzymał kask, mógł zapytać o każdy techniczny aspekt prowadzonych prac…

W pewnym momencie usłyszeliśmy wołanie pani archeolog,
która pracowała na wysokości pierwszego piętra „znalazłam coś”!!!
W tej samej chwili podano nam niewielki przedmiot,
który od ponad 70 lat leżał ukryty między ścianą bloku, a deskami podłogi…
była to piękna, perłowa zapinka do mankietu koszuli.
Przy nas znaleziono przedmiot, którego historia zapewne jest tragiczna,
ale… zostanie ocalona przed zapomnieniem…
Nie umiemy opisać ciszy, która panowała,
gdy ten przedmiot przekazywaliśmy sobie z rąk do rąk.
Mam wrażenie, że prawdopodobnie nigdy więcej nie będziemy już tego przeżywać.

Po opuszczeniu terenu odbudowy, „koleżeńsko” wpuszczono nas do miejsca,
gdzie mieszkali więźniowie Karnej Kompanii -
grupy więźniów, wśród których śmiertelność była najwyższa…
na 100 więźniów tam osadzonych, umierało ok. 95…
Widzieliśmy wnętrze baraków, gdzie stan nie zmienił się od dnia wyzwolenia obozu!!!
Barak ten wygląda tak, jakby wczoraj opuścili go więźniowie…
nie potrafimy tego opisać.
Zapach, odgłosy, odczucia i świadomość,
że w czasie funkcjonowania obozu na każdym metrze powierzchni musiał umrzeć człowiek…
opowiemy Wam o tym po powrocie.
Musicie tego posłuchać.

Po powrocie z wycieczki, przez ponad godzinę nie padło między nami nawet słowo.
Każdy przeżywał po swojemu.
Po dzisiejszym dniu, jeżeli ktokolwiek miał wcześniej wątpliwości,
nie będzie zastanawiał się, czy robienie czegokolwiek dla ocalenia tego miejsca ma sens.
Może inni widzą tu ruiny, może widzą muzeum
przez pryzmat dwóch milionów odwiedzających z całego świata rocznie.
Dla nas będzie to bezpośrednie skojarzenie ze znalezioną dziś zapinką do mankietu koszuli…
może przecież był to dla kogoś skarb, może był to prezent od matki lub ojca, dany na ostatnią drogę w życiu…
może była to rzecz, za którą więzień miał nadzieję kupić kromkę chleba,
która umożliwiłaby mu przeżycie kolejnego dnia w piekle… może.
Prawdopodobnie tego się nie dowiemy nigdy.

Jednak naszym zadaniem jest pamiętać i być wdzięcznym tym,
którzy dbają o to, aby ci, co przyjdą po nas mogli się nad tym zastanawiać.

Wszystkim osobom, które zaangażowane są w proces ocalania,
tego co zostało BARDZO DZIĘKUJEMY.
Nie poddawajcie się proszę, nawet gdy będzie naprawdę trudno.
Robicie Państwo Olbrzymią pracę.
Pracę, której każda sekunda jest hołdem dla tych,
co bramę obozu widzieli tylko wchodząc do niego.

Piotr Kondratowicz