Praktyki w Muzeum Auschwitz - dzień 6

Dzień szósty... Ostatni dzień naszego pobytu w Państwowym Muzeum w Oświęcimiu.

Po wczorajszych przeżyciach emocje jeszcze w naszych sercach i głowach.
Mamy świadomość, że to ostatnie chwile w tym niezwykłym miejscu.

Dzień zaczęliśmy od porządkowania i pakowania naszych rzeczy, maszyn, akcesoriów… ogólnie wszędzie panuje cisza.
Czujemy dziwne napięcie, które zazwyczaj towarzyszy sytuacjom, gdy trzeba żegnać się z kimś bliskim- bardzo lubianym.
Wiemy, że za kilka godzin, będziemy już w autach, w drodze do domów.
Jednak to jeszcze nie koniec wrażeń.

Zostaliśmy na sam koniec zaproszeni do serca muzeum- do pracowni konserwatorskich.
Musicie wiedzieć, że to nie jest takie oczywiste.
Pracownie są miejscem, gdzie pracownicy zabezpieczają i badają oraz fotografują
wszelkie przedmioty historyczne związane z funkcjonowaniem obozu, a obecnie muzeum.
Mieliśmy okazję zwiedzić pracownie konserwacji papieru, drewna, metalu,
laboratoria chemiczne, pracownię konserwacji tkanin…
Widzieliśmy rzeczy, których nie można zobaczyć nigdzie indziej.
Jakie? Bardzo wstrząsające, wymienię tylko kilka.

Były to oryginalne nuty orkiestry obozowej, przy muzyce której więźniowie wychodzili do i wracali z pracy,
często niosąc na barkach swoich zmarłych współwięźniów.
Widzieliśmy oryginalne listy więźniów wysyłane do rodzin, widzieliśmy oryginalne plany budowlane.
Bardzo wstrząsające były zdjęcia… zdjęcia z egzekucji Pierwszego komendanta obozu Rudolfa Hoessa.
Widzieliśmy także serię obrazów, tak wstrząsających, że żadne słowa tego nie opiszą.
Bardzo poruszające i przerażające były elementy pieców krematoryjnych, które mogliśmy dotknąć…
Wizyta w pracowniach robi niezatarte wrażenie na każdym…
my mieliśmy wyjątkową okazję poznać muzeum zupełnie z innej strony.
Strony, z której znają je tylko pracownicy.

Zauważyliśmy jeszcze jedną rzecz.
Przez pięć dni spędzonych w muzeum, każdego dnia odkrywaliśmy tu coś nowego.
Detale, szczegóły, a nawet elementy architektury. To podobno całkiem normalne.
Gdy człowiek oswoi się już z wielkością tego miejsca, z atmosferą, która tam panuje,
gdy oswoi się już z widokiem drutu kolczastego i wieżyczek strażniczych- zaczyna dostrzegać szczegóły.
Jakie?
Takie jak choćby ład i porządek, ciszę i dziwny spokój, bardzo dziwną- nienaturalnie spokojną atmosferę tego miejsca…
Przykład? Siedząc na „naszych” ławeczkach przy Alei Brzóz, siedzimy bezpośrednio na wprost byłego Placu Apelowego…
patrzymy na turystów, przelatujące ptaki, szumiące drzewa.
Możemy tak siedzieć choćby do późnej nocy.
Jednak jak cofniemy się do czasów obozowych, to w tym samym miejscu odbywał się apel,
dla umęczonych więźniów, który trwał 19 godzin… ludzie mdleli i umierali na stojąco… takie zestawienie.
Ciężko być na to obojętnym…

Takich odczuć jest tu dużo więcej.
Zwiedzanie Kompleksu muzealnego z przewodnikiem trwa około 3 godzin…
Nawet po tym czasie odczucia zwiedzających są takie, że łzy towarzyszą większości opuszczających muzeum.
My muzeum zwiedzaliśmy przez 4 i pół doby, widzieliśmy pięć razy więcej niż przeciętny turysta.
Przez to też targało nami 5 razy więcej emocji. Wbrew pozorom nie jest to łatwe.
Dowiedzieliśmy się, że fakt, iż wytrzymaliśmy do ostatniego dnia nie jest taki oczywisty.
Usłyszeliśmy i nawet doświadczyliśmy tego, że część wolontariuszy nie daje rady wytrwać w tym miejscu.
Mieliśmy okazję się o tym przekonać. Od niedzielnego popołudnia mieszkał z nami Kanadyjczyk,
który ze względu na emocje nie dał rady kontynuować praktyk… w poniedziałek rano wrócił do Kanady…
nikt nie ma Mu tego za złe. Tak działa to miejsce…

O godzinie 12 ostatniego dnia pobytu zostaliśmy zaproszeni do dużej Sali konferencyjnej
na oficjalne pożegnanie i zakończenie naszych praktyk…
Tu też wydarzyła się sprawa bez precedensu…
Podobno nieczęsto się zdarza, aby grupę wolontariuszy żegnało tak wielu pracowników Muzeum.
Nie zdarza się też codziennie, że towarzyszą temu tak duże emocje.
Pożegnali nas: z-ca dyrektora Muzeum Pani Ania Skrzypińska,
z-ca dyrektora muzeum i dyrektor Międzynarodowego Centrum Edukacji o Auschwitz i Holocauście- Pan Andrzej Kacorzyk,
Pani Iwona Kwaczała, która jest prawniczką w Muzeum, Pani Kasia Marcak- szefowa biura wolontariatu,
Pani Ania Szczurek, która była dla nas ogromnym wsparciem przez cały pobyt w warsztatach muzealnych,
była z nami Pani Ola Kalisz, która zajmuje się projektami edukacyjnymi,
był także Pan Radek, który jest kierownikiem sekcji, której podlegaliśmy,
była także Pani Dorota- najukochańszy przewodnik na świecie.
Jednak ogromne wzruszenie wywołał u nas fakt, że specjalnie na okazję naszego pożegnania,
chwilowo zamknięto stolarnię muzealną i najwybitniejsi fachowcy- najlepsi z najlepszych poświęcili nam swój cenny czas.
Tomku, Zdzisławie, Staszku- jesteście wybitnymi specjalistami i… kolegami, o których w dzisiejszych czasach tak trudno.
Robicie Panowie rzeczy niemożliwe (od ręki), a na cuda trzeba u Was kilka chwil poczekać.
Pozwalam sobie żartować, a to tylko dlatego, że słowa nie oddadzą tego, co o Was Kochani myślimy.
Oddaliście nam całe serce, ukazaliście naszej młodzieży, że warto, że tak trzeba, że tak się powinno robić!
Wasza ogromna wiedza, cierpliwość, poczucie humoru i niesamowita otwartość i zaufanie, to klucz do serc naszych wychowanków.
Tak po ludzku jesteście kochani.
Z całych serc dziękujemy!

W naszym pożegnaniu towarzyszyli nam Panowie z Biura Prasowego Muzeum-
Pan Bartek Bartyzel i Marek Lach, którzy zapewniali oprawę dziennikarsko- fotoreporterską.
Chwile podniosłe i ważne.
Każdy otrzymał certyfikat odbycia praktyk, pamiątkowe zdjęcie, książkę o tematyce obozowej.
Znów sporo łez, ale takich dobrych- mówiących o zasadności tego, co się tu przez tydzień wydarzyło.
„Wyciskaczami łez” okazały się ponownie białe anioły, które wręczyliśmy bliskim nam osobom.
Usłyszeliśmy, że zostaniemy zapamiętani, jako grupa cudownych osób,
która potrafi dawać świadectwo swoją pracą i zachowaniem. 
Daliśmy radę!

Na zakończenie relacji z praktyk chciałbym dodać kilka słów od siebie.
Pani Kasiu, jest Pani naszym ANIOŁEM!
Swoim sercem, miłością i cierpliwością mogłaby Pani obdarzyć chyba każdego człowieka na ziemi!
Pani pokłady pozytywnej energii są tak głębokie, że nie wyczerpią się nigdy.
Zapamiętamy Panią, jako chodzące dobro, zawsze gotowe do pomocy.
Nie wiemy, czy ma Pani świadomość, jak cudownym jest Pani człowiekiem…
Jeżeli możemy prosić, to prosimy, aby Pani nigdy się nie zmieniała- bo na lepsze już się nie da.
Pani Kasiu, życzymy, aby na swojej drodze życia spotykała Pani tylko takie osoby jak Pani sama!
Dziękujemy.

Szanowny Panie Andrzeju,
dziękujemy Panu za zaufanie i otwartość!
Dziękujemy za umożliwianie młodym ludziom poznawania historii,
która kształtuje charaktery i buduje osobowość!
Jest Pan człowiekiem, który udowadnia, że warto, że warto być dobrym nawet w miejscu,
gdzie dobro było niemal nieosiągalną wartością.
Panie Dyrektorze, zawsze będziemy myśleć i mówić o Panu w samych superlatywach!
Niech dowodem na to będzie znak w języku migowym, który otrzymał Pan od naszych podopiecznych…
Pana „mig” składa się z dwóch znaków. Pierwszym jest „dobro”, a drugim znakiem „dyrektor”.
Myślę, że nie musimy niczego więcej dodawać.
Dziękujemy.

Piotrku i Tomku- dziękuję za każdą minutę pobytu w Waszym towarzystwie w Oświęcimiu!!!
Bez Was to nie byłoby to samo. Daliśmy radę i wiemy, że zawsze możemy na siebie liczyć.
Całość jest zawsze tak mocna, jak najsłabsze z ogniw.
U nas słabych punktów nie było! Jesteście wspaniałymi kolegami i fachowcami.
Dziękuję za wszystko.
Nie zmieniajcie się!!!

Piotr Kondratowicz