Nie mów, że nienawidzisz

 

Auschwitz nie był ani pierwszą, ani ostatnią zbrodnią, jaka się wydarzyła
Potworność zbrodni ludzi przeciwko ludziom dzieje się DZIŚ na całym świecie.

 Wydarzyły się dwa bardzo ważne spotkania, które o tym mówią - w obu brał udział pan Piotr Kondratowicz
w @Auschwitz Memorial / Muzeum Auschwitz https://www.facebook.com/auschwitzmemorial/.

Pierwsze to międzynarodowa konferencja AUSCHWITZ- „NIGDY WIĘCEJ!”- CZY NA PEWNO?.
Drugie to wręczenie nagród „Gdyby zabrakło dziesięciu” - jednym z laureatów był pan Piotr.
Pod ciężarem przeżyć pan Piotr długo nie mógł pozbierać słów - aż w końcu przelał na papier ogrom emocji.
Oto jego relacje:

AUSCHWITZ- „NIGDY WIĘCEJ!”- CZY NA PEWNO?
Kochani, poniższy tekst nie będzie radosny, nie będzie wesoły… Będzie wstrząsający, poruszający do głębi i… będzie sprawiał wrażenie, że nie „może być prawdziwy”!!!! Jednak chciałbym, abyście wzięli ten tekst sobie do serca, żebyście spróbowali o nim pomyśleć i kiedy następnym razem zamigacie do kogoś -„nienawidzę Ciebie”, żebyście pomyśleli o tym, co tu, w tym tekście się znajduje… Proszę. W maju minęła kolejna rocznica zakończenia drugiej wojny światowej. Czasu, w którym życie straciły miliony ludzi. Wielu ludzi zostało sierotami, wielu straciło dzieci, rodziców, bliskich. Bardzo wielu straciło podczas działań wojennych, cały dobytek życia… bardzo wielu zostało zamkniętych i zamordowanych w obozach koncentracyjnych i obozach zagłady- takich jak Auschwitz Birkenau, Treblinka, Dachau… Niewielu przetrwało. Ci którym się udało i żyją do chwili obecnej, mają ponad 80lat. To i tak ogromny cud, że osoba, która codziennie musiała walczyć ze śmiercią, dziś, u kresu życia może opowiedzieć swoją historię… Ocalałych z piekła drugiej wojny światowej jest coraz mniej. Zostało niewielu. Ktoś może powiedzieć- tak „są już starzy”, zapomnieli jak to było, niewiele nas- młodych, łączy z tymi Świadkami Historii… Gdyby byli młodsi- w naszym wieku, to pewnie byłoby inaczej, byłoby „prawdziwiej”!!! Ale to NIEMOŻLIWE!!! Chyba, że ktoś ma wehikuł czasu… Każdy, kto tak uważa- bardzo się myli…

W zeszły wtorek i środę miałem wyjątkowy zaszczyt uczestniczyć w niesamowitej konferencji. W Oświęcimiu, część Państwowego Muzeum Auschwitz Birkenau- Międzynarodowe Centrum Edukacji o Auschwitz i Holokauście, pod patronatem Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, zorganizowało konferencję, której celem było odpowiedzieć na pytania: jak uczyć, żeby zapobiegać zbrodniom i ludobójstwom? Czy edukacja jest jedną z metod przeciwdziałania zbrodniom przeciw ludzkości? Czy uczymy się czegoś z doświadczenia poprzednich pokoleń lub czy jesteśmy skazani na powtarzanie ciągle tych samych błędów? Czy geografia i różnice kulturowe są przeszkodą w zapobieganiu innym zbrodniom, które dzieją się gdzieś na świecie? Głównym założeniem było, aby wiedza i doświadczenie, które zostały nam przekazane przez Świadków, zmuszały nas do poczucia odpowiedzialności za rozpowszechnianie i przekazywanie dalej ich dziedzictwa oraz przesłanie dla świata, żeby tego rodzaju zbrodnie nigdy więcej się nie powtórzyły! Musicie pamiętać, że wiek XX i XXI pokazały nam, że Auschwitz nie był ani pierwszą, ani ostatnią zbrodnią, jaka się wydarzyła…

Poznałem na tej konferencji wyjątkowe osoby. Osoby, z którymi nie zamieniłbym się na ani sekundę Ich dzieciństwa, Ich życia… Osoby młode, ciekawe, pełne życia, ale osoby, które nie potrafią płakać.. Opowiedzieć Wam dlaczego?! Chcecie dowiedzieć się, dlaczego przybywają na drugi koniec świata, żeby powiedzieć, co Ich spotkało? To proszę… tylko pamiętajcie- nie będzie to miła i przyjemna opowieść… Obiad pierwszego dnia konferencji, siadamy do stołu, obok mnie siedzi miły Azjata- na pierwszy rzut oka równolatek… tuż obok nas, dwie czarnoskóre dziewczyny z kolegą nieco młodsze niż ja… przy drugim stole chłopak, który wygląda jak „rasowy piłkarz”- modna fryzura, modny ubiór… Pierwsza myśl- super! Współuczestnicy konferencji, to młodzi ludzie z całego świata! Wymieniamy kilka słów, głównie przez tłumaczy, z kilkoma w języku niemieckim. Nic nie zapowiada LAWINY WYDARZEŃ! Kończy się obiad, wracamy na salę konferencyjną i okazuje się, że ci młodzi ludzie, z którymi jadłem obiad to… Świadkowie Ludobójstwa!!! Ale jak?! Kiedy?! W jaki sposób?! To niemożliwe… To paneliści (osoby mówiące w czasie konferencji), którzy mają opowiedzieć o swoich doświadczeniach, o zbrodniach i tragediach, których świadkami byli!!! Bardzo mi to „nie pasowało”! Przecież zbrodnie, to okres wojny, obozów zagłady i obozów koncentracyjnych… a ci ludzie mają wspólnie mniej lat niż czwarty z Panelistów- ocalały z Auschwitz… Nie mogłem sobie tego poukładać… To był wstrząs, a najgorsze dopiero się zaczynało.

Pierwszy swoją opowieść zaczął „mój modny piłkarz”, który nazywa się Mevludin Rahmanovic. Zaczął od tego, że urodził się w 1981 roku… a kiedy miał 11 lat, przeżył czystki etniczne i obóz koncentracyjny Trnopolje w Prijedor. „(…)Dorastałem w Jugosławii. Wychowywano nas na żołnierzy… słuchałem opowieści o bohaterach. Kiedy zaczęła się wojna miałem 11 lat i to było takie wspaniałe. Dla dziecka to była zabawa. To może dziwnie zabrzmieć, ale ja- po takim wychowaniu- byłem podekscytowany. Dorosłem w jedną noc. Mój ojciec był imamem. Obudziłem się rano i zobaczyłem, że został pobity. Napadli na nasz dom i już nie czuliśmy się w domu bezpieczni. Zdałem sobie sprawę, że nasze życie jest w niebezpieczeństwie. Jako dziecko słyszałem- jesteśmy muzułmanami i nas zabiją. Nikogo nie pytano o ich tożsamość. Opuściliśmy dom, a ja z matką i siostrą trafiliśmy do obozu koncentracyjnego. Byliśmy muzułmanami i Serbowie chcą nas zabić. Byłem przerażony i cały czas płakałem, bo chciałem być z ojcem. Raz jeden pijany serbski żołnierz powiedział- jak nie przestaniesz płakać, zabiję wszystkich. Po tym doświadczeniu płakałem tylko pięć razy w życiu… i obiecałem sobie, że nikt nigdy więcej nie zmusi mnie do niczego, nie zmusi mnie do płaczu. Pierwszą rzeczą o jakiej pomyślałem po uwolnieniu- była zemsta! Chciałem zabijać, chciałem rozbijać głowy, chciałem odpłacić tamtym złym… Jednak zrozumiałem, że nie warto, że nie chcę takiego samego losu dla moich dzieci i dlatego, na szczęście, zająłem się działaniami na rzecz pokoju(…)” „Nie wyobrażam sobie, aby te same wydarzenia mogły przytrafić się moim własnym dzieciom. Pracując na rzecz pokoju, postaram się zrobić wszystko, aby zmienić naszą przeszłość w lepszą przyszłość”!

Drugim z Ocalałych był ten miły „Azjata”, który jadł ze mną obiad przy stole. Okazało się, że nazywa się On Marin R. Yann. Jest Ocalałym z pól śmierci Czerwonych Khmerów w Kambodży. Opowiadał o swoim dzieciństwie, a sceny wojny w Jego opowieściach były takie jak na „amerykańskich filmach”!!! Tylko „bohater” stał tuż obok i przez łzy opowiadał o swoim życiu. A co mówił? Przeczytajcie. „Zabijano wszystkich, którzy wyglądali na wykształconych. Mój młodszy brat zmarł z głodu, matka była chora, a żołnierze zabrali naszego ojca. Siostra zginęła bez śladu. Ja miałem sześć lat i przetrwałem sam. Doświadczyłem wielokrotnie prześladowań. Pierwszy raz wtedy, gdy złapałem rannego ptaka, żeby go zjeść. Jednak Czerwoni Khmerzy oskarżyli nas, że kradniemy. Moja matka chciała ugotować tego ptaka, ale kiedy oni zobaczyli, że coś jemy, oni podeszli i oskarżyli nas o kradzież kur. Chcieli zabić nas wszystkich. Mama błagała ich o litość, kłóciła się z nimi. Ja trząsłem się ze strachu. Innym razem ukradłem z magazynu trochę ryżu. Kilkanaście ziaren. Głodowałem, miałem 6 lat i wślizgnąłem się do budynku. Przeżuwałem te nasiona po to, żeby przeżyć. Raz mnie przyłapano. Poczułem, że ktoś złapał mnie za szyję i dusił mnie. To był żołnierz Czerwonych Khmerów. Wyciągnął mnie z magazynu, zaciągnął na pole. Zmusił mnie, żebym wypluł cały ryż. Ja krztusiłem się z bólu. Kazał mi spojrzeć sobie w oczy. Byłem przerażonym sześciolatkiem. Widziałem tylko białka jego oczu. Potem zaciągnął mnie do małego kanału i wrzucił mnie do wody. Zapytał- czy chcesz tak umrzeć? A ja krzyknąłem- nie chcę umierać!!! Powiedział:- zobacz na swój cień. Krzyczałem:- nie chcę umierać!!! Odciągnął mnie od wody. Powiedział: jeżeli jeszcze raz przyłapię cię na kradzieży, zabiję ciebie i całą rodzinę. Uciekłem- mówi Marin R. Yann.”

A pamiętacie, jak wspominałem o dwóch czarnoskórych dziewczynach, które siedziały tuż obok? Wyjątkowa uroda, ciągły uśmiech, tylko… oczy… ciągle smutne oczy. Nie rozumiałem, dopóki One też nie zaczęły swej opowieści… Pierwsza z nich- Aline Umugwaneza z Rwandy. „Dla mnie osobiście 1994 rok, to był czas, kiedy sprawcy mogli dokończyć coś, co zaczęło się wcześniej. To zostało zaplanowane wcześniej. Ludobójstwo zostało zaplanowane wcześniej. To było przygotowane! Kiedy zaczęło się ludobójstwo, wiedzieliśmy, że każdy Tutsi może stać się ofiarą. Dystrybuowano broń, milicja była szkolona, przygotowano listy Tutsi. Żyliśmy obok siebie. I nagle z dnia na dzień wszystko się zmieniło. Ludzie, z którymi się bawiłeś, stali się wrogami. Ludzi zabijano z bliskiej odległości. Zabijali ich właśnie sąsiedzi, czasem nawet krewni. Ojciec mógł zabić swoje dzieci, bowiem jego żoną była Tutsi…” Drugą z Nich była Celine Uwineza. Mówi o sobie, że jest afrykańskim dzieckiem, rwandyjską córką, urodzoną latem 22 sierpnia 1984 roku. Urodzona jako ostatnia z pięciorga rodzeństwa, w 1994 roku przeżyła ludobójstwo przeciwko Tutsi, w którym zginęła jej matka i trójka rodzeństwa, a także ponad trzydziestu innych członków jej dalszej rodziny…

Oni wszyscy- świadkowie- są młodsi ode mnie… Słuchałem i łzy leciały mi z oczu. Pomyślałem o swoim życiu, o moich dzieciakach, o moich uczniach… Pomyślałem, jak niesprawiedliwie często oceniamy nasze życie!!! Jak często narzekamy, mówimy źle o sytuacjach, które tak naprawdę nie są beznadziejne… Zepsuty telefon, brak internetu, czy „opóźnienie w kwestii zakupu nowych butów”. Jak to się ma do głodu sześciolatka, strachu o własne życie, jedenastolatka w obozie koncentracyjnym, czy śmierci całej najbliższej rodziny?! Nie można tego porównać!!! Nie wolno! Pamiętajcie, jak następnym razem zechcecie powiedzieć „NIENAWIDZĘ”- zrezygnujcie…

Piotr Kondratowicz

W tekście wykorzystano materiały konferencyjne, zapis ze stron Muzeum, a także notatki własne. Część zdjęć pochodzi z Biura Prasowego Muzeum. Fot.- Marek Lach. „GDYBY ZABRAKŁO DZIESIĘCIU” „Gdyby zabrakło dziesięciu”, to nagroda przyznawana osobom, które w sposób wyjątkowy przyczyniają się do zachowania i funkcjonowania Państwowego Muzeum Auschwitz Birkenau. Otrzymują ją wyróżniający się swoją pracą wolontariusze i koordynatorzy wolontariatu. Nagroda jest wyrazem uznania i wdzięczności dla osób, które swoją postawą, pracą, zaangażowaniem, aktywnością przyczyniają się do podtrzymywania i propagowania pamięci o Auschwitz i Zagładzie. Każdego roku, 2. lipca, w rocznicę utworzenia w byłym Obozie Koncetracyjnym i Zagłady Muzeum, dyrektor Muzeum wręcza wyjątkowe nagrody. Każdego roku dziesięć wybranych osób, w czasie oficjalnej gali, otrzymuje statuetkę, na wyraz uznania dla ich pracy i zasług, na rzecz Miejsca Pamięci.

W tym roku, spośród ponad 450 osób z całego świata (Polski, Niemiec, USA, Francji, Czech, Słowacji, Włoch, Norwegii, Izraela, Japonii, Wielkiej Brytanii, Brazylii, Rosji)- taką nagrodę otrzymał Pan Piotr Kondratowicz. W uzasadnieniu decyzji możemy przeczytać, że nagrodę otrzymał: „ Opiekun grupy niesłyszących praktykantów z DSOSW nr 12 DNiS we Wrocławiu. Uczniowie ze szkoły przyjeżdżają na praktyki do Muzeum co roku w takim terminie, aby jako wolontariusze mogli brać udział w upamiętnieniu 14 czerwca. Ponadto Piotr Kondratowicz organizuje szkolenia dla pracowników i przewodników Muzeum na temat pracy z osobami niesłyszącymi”. Ta nagroda i to ogromne wyróżnienie jest dla mnie niesamowicie ważne. Ważne, ponieważ jest powodem do dumy i radości! Ważne, ponieważ daje motywację do dalszej pracy.

Jednak najważniejsze w niej jest to, że zdobyłem ją dzięki Wam i z Waszą ogromną pomocą- kochani Uczniowie, Rodzice moich uczniów, a także dzięki Wam koleżanki i koledzy z pracy! Stojąc na podium i odbierając nagrodę z rąk Dyrektora Muzeum Pana doktora Piotra Cywińskiego, sercem patrzyłem na każdego z Was i czułem dumę, że mogę z Wami współpracować. Dla takich chwil warto żyć i działać!

Piotr Kondratowicz

W tekście wykorzystano fragmenty opisu gali, zamieszczone na stronie internetowej PMAB. Zdjęcia- Marek Lach.

 

67084379_2252814964772660_5299853106253660160_o
66496577_2252814891439334_3939756024398872576_o
67132809_2252814341439389_7998096327768539136_n
66383721_2252814718106018_5774937194259021824_o
66422574_2252814764772680_1444427248588292096_o
66606311_2252815154772641_3797857327210561536_o
66802380_2252814804772676_1530545216933593088_o
66388528_2252814201439403_6226145000720171008_o
66639218_2252814178106072_2906566813456269312_n
66449753_2252814574772699_6950514342114623488_o
66388102_2252815191439304_4344830818334539776_o
67138149_2252814438106046_1687215036797288448_n
66473095_2252814841439339_1367521916373434368_o
64491377_2252814394772717_7730646880295583744_n
66485291_2252814604772696_4719278316446547968_o
67293128_2252814291439394_3504532046103969792_n
66349717_2252815238105966_2297713623964844032_o
66594219_2252814634772693_3211443258781597696_o
66530228_2252814194772737_2764741259561009152_o
67107777_2252815008105989_5878855688922333184_o
66289478_2252814498106040_7511681119603916800_n
66457089_2252815068105983_3926113752272863232_o